W październiku 1994 roku na poligonie wojsk lotniczych w Nadarzycach wydarzyło się coś co do dziś dnia spędza sen z oczu badaczom zjawiska UFO. Wojskowi piloci jak też wiele osób cywilnych stało się świadkami pojawienia się ogromnego Niezidentyfikowanego Obiektu Latającego nad terenem poligonu. Przez lata sprawa obrosła w legendy, tym bardziej iż sprawą rzekomo zajęło się wojsko a część materiałów, w tym film nakręcony przez jednego z żołnierzy zostało utajnionych. Gdy do tego przypadku po latach powrócił Mariusz Fryckowski okazało się, że samo zdarzenie było niezwykłe a cała otoczka związana z jego badaniem okazała się fascynująca. Specjalnie dla Serwisu INFRA fragmenty przygotowywanej do publikacji książki „UFO to tylko pretekst”.
Gigant z Nadarzyc. Jak rodził się strach?
wypisy z książki pt. „UFO to tylko pretekst” – z rękopisu autora
część I / część II
Od początku same kłopoty…
W świadomości przeciętnego, polskiego badacza tajemnic na czołowe miejsca bez wątpienia wysuwają się te sztandarowe: impakt gdyński oraz zdarzenie z Emilcina, inne tylko zasygnalizowano, chociaż były równie ciekawe. Pomimo tego, że dokumentowaniem tych konkretnych zdarzeń zajmowali się najlepsi z polskich ufologów, pytań i niedomówień jest zbyt wiele.
Zadajmy sobie tylko jedno pytanie, czy spośród wszystkich zdarzeń odnotowanych przez ostatnie kilkadziesiąt lat było chociaż jedno, które budzi najmniej wątpliwości co do realności samego fenomenu i czy aby na pewno mamy z nim do czynienia?
Rozpatrując wszystkie znane polskiej ufologii przypadki doszedłem do wniosku, że tylko jeden budzi najmniej zastrzeżeń, to przypadek nadarzycki.
Od zawsze zastanawiał mnie fakt, dlaczego pomimo tak wielu informacji na ten temat, prawie wszyscy pasjonaci zignorowali coś, co ja porównuję z amerykańskim zdarzeniem w Roswell? Dlaczego wobec tak wielu niezwykłych zbiegów okoliczności skrzętnie wyciszono całą sprawę, chociaż były przesłanki po temu, że w sprawę wmieszało się wojsko, intensywnie i jawnie!
Czegoś takiego nie było chyba w historii ufologii na całym świecie! Mamy dowód na to, że wszelkie dywagacje w temacie czy Wojsko Polskie posiada w swoich archiwach informacje dotyczące przelotów NOL są prawdą. Owszem, z całą pewnością annały aktualizowane były do pewnego momentu, zapewne po transformacjach zarzucono zbieranie nowych wątków. Ogólnemu bałaganowi informacyjnemu niewielu się oparło, a jeszcze bardziej niekorzystnie odczuły to służby zajmujące się wywiadem elektronicznym.
Współczesne organizacje ufologiczne skupione na terenie Polski w większości opierały się na lakonicznych notatkach zebranych z artykułów zamieszczanych tuż po incydencie - w lokalnych popołudniówkach. Zaledwie w kilku poważniejszych pismach zasygnalizowano zdarzenie z Nadarzyc i zrobiono to w taki sposób, że ostatecznie ukręcono sprawie łeb. Pozostawiony samemu sobie niewątpliwy dla mnie fakt wpierw zaczął obrastać nowymi mitami, by chwilę później ostatecznie o nim zapomniano.
Jednak zdarzyło się coś niezwykłego i to tuż po wielkim nadarzyckim boomie, nie istniejąca już dzisiaj organizacja ufologiczna Para-UFO w sposób wręcz sensacyjny weszła w posiadanie niezwykłego dokumentu, nie często zdarza się, że w ręce ufologów wpada film, który dokumentuje to wszystko, co zdarzyło się w trakcie incydentu i tuż po nim. Materiał szokujący z dwóch powodów: swojej zawartości i wątku śledztwa prowadzonego przez wysokiego rangą oficera wraz z wojskową ekipą filmową.
Mam niezwykłe szczęście, zaufano mi tak dalece, że chyba jako jedyny spoza kręgu Para-UFO otrzymałem kopię tego filmu.
Trzymając w ręku ufologiczny dynamit albo jak kto woli perełkę na miarę (według mnie) ufologicznego lądowania na Księżycu, materiał ten powieliłem w kilku egzemplarzach i przekazałem do rąk wybranych przez siebie kilku najbardziej doświadczonych ufologów polskich po to tylko aby nie zaginął w tajemniczych okolicznościach. Niestety ktoś zawiódł i film znalazł się w niepowołanych rękach. Na bazie kasety z niezwykłą zawartością kolejny raz próbowano całej sprawie ukręcić łeb. Na serii odczytów przygotowanych w różnych rejonach Polski z premedytacją (O tym wiem. Czy materiał wyciekł poza granice Polski? Pewne.) dokonano kolejny raz pełnej dezinformacji ufologów wobec niepodważalnych faktów zawartych na taśmie filmowej.
Nie było wyjścia, aby zatrzymać cały tworzący się w niezwykłym tempie chaos informacyjny wokół tej sprawy, przygotowałem audycję radiową dla stacji w Kędzierzynie Koźlu. Przygotowania do niej trwały niespodziewanie długo, dwukrotnie zmieniały się terminy jej emisji. Zanim doszło do wyemitowania pierwszej części materiału z Nadarzyc, kilka dni wcześniej pojawiały się zapowiedzi audycji. Wszystko wydawało się być zapięte na ostatni guzik. Niestety materiał zgromadzony i przygotowany do wysyłki tradycyjną pocztą zniknął z mojej pracowni podobnie jak twarde dyski z kilku komputerów. Strata materialna niewielka, dokumentalna – ogromna. Czy był to przypadek? Zapewne tak, w tamtych czasach łupem złodziei często padały całe zestawy komputerowe lub wybrane detale, dawne twarde dyski o dużych pojemnościach były jeszcze rzadkością i stanowiły łakomy kąsek. Pewnie nie zadano sobie nawet trudu aby odczytać informacje w nich zawarte, sformatowano je i odpłynęły w czeluście nowych nabywców.
Sytuacja wydawała się beznadziejną, zbliżał się termin emisji audycji, a całość przepadła. W radiu konsternacja i wyrazy współczucia - niepotrzebnie. O zdarzeniu poinformowałem osoby do których trafiły kopie filmu poświęconego Nadarzycom. Kilka dni później jeden z badaczy inowrocławskich podesłał mi wiadomość, że i w jego pracowni doszło stosunkowo niedawno do podobnego incydentu. Przypadek związany z Nadarzycami? Nie, jest rozbieżność czasowa. Jestem prawie pewny tego, że ufologowie nie stanowią praktycznie żadnego zagrożenia dla czynników oficjalnych, to nie my kształtujemy opinię publiczną, a potężne machiny pilnujące bezpieczeństwa wewnętrznego w państwie. Jakaś grupa oszołomów nic nie zdziała, dopóki nie przedstawi konkretnego dowodu. Sytuacja zmieniła się oszołomy od UFO mają pierwszy raz w dziejach wyjątkowo silny argument.
Poligon w Nadarzycach (za: Google Maps)
ie miała ona charakteru analizy, raczej stanowiła materiał informacyjny i takim miała się stać w moich założeniach. Po emisji, doszedłem do wniosku, że chyba skutecznie skoro wywołała aż tak wielki oddźwięk. Rozdzwoniły się telefony, drogą elektroniczną docierały do nas listy od słuchaczy. Było różnie, a informacje budziły silne emocje, zbyt silne.
Kompendium wiedzy w sprawie incydentu w Nadarzycach z udziałem wojska wymagało kompletnej rewizji.
Minęły kolejne trzy lata
Kontrowersyjny materiał powinien trafić do opinii publicznej, jak to zrobić? Traf chciał, że pojawiła się okazja, jednak należało złamać główna zasadę niezależnych dotyczącą mediów komercyjnych. Dyskusji było nazbyt wiele, jednak ostatecznie zdecydowano się skorzystać z pomocy jednego ze znanych dziennikarzy popularnej stacji komercyjnej. Siła działania obrazu niepodważalnie góruje nad treścią. Dziennikarz został wprowadzony w temat, prócz tego padła propozycja przygotowania kilku scenariuszy do programów z zupełnie innej beczki. Wywołało to spore zainteresowanie zarówno dziennikarza jak i zespołu tworzącego program. Niestety po kilku tygodniach wydarzyło się coś, co przekreśliło dość ambitne, wspólne plany i cała praca wylądowała w koszu. Co było przyczyną takiego obrotu rzeczy? Dzisiaj już wiemy, niezależność ma swój koszt, bez żalu ponieśliśmy go.
Cała sytuacja upewniła nas w przekonaniu, że rzetelność dziennikarska nie zawsze idzie w parze z interesami decydentów. Zapomniano jednak o tym, że telewizja znalazła godnego przeciwnika jakim jest Internet i ludzie, którzy są wyjątkowo uparci w doszukiwaniu się jakiejkolwiek, nawet niewygodnej prawdy.
Z portalu Michała Oseska – wprowadzenie obowiązujące do „wczoraj”
Wydarzenie z Nadarzyc w wyniku którego duża liczba świadków dostrzegła na niebie coś niezwykłego znalazło swój finał w wielu publikacjach. Część tych najciekawszych, które przyciągnęły uwagę największej ilości odbiorców zawarto nie w przekazach prasowych, a w mediach internetowych. Zdecydowanie liderami stały się dwa portale „UFOinfo” oraz „NDW”. Te dwie cieszące się wtedy największym zaufaniem witryny opierając się na własnych źródłach informacji stosunkowo najwierniej dokonały podsumowania całości incydentu.
Spośród tych dwóch relacji wybrałem tę, która ukazała się w portalu UFOinfo pana Michała Oseska, oto jej treść.
Raz jeszcze o UFO nad Nadarzycami
Nad poligonem uwijały się samoloty typu SU-22 i atakowały wybrane cele (makiety samolotów, kolumna czołgów T-34 itp.) bombami o masie 250 i 500 kg oraz pociskami niekierowanymi i bronią pokładową (dwa działka 30 mm). Nad przebiegiem ćwiczeń czuwał kierownik lotów, który standardowo przebywał w wieży kontrolnej położonej przy poligonie. Po 3 godzinach ćwiczeń nad terenem poligonu - dokładnie nad jego centrum - pojawił się, nazwijmy to - obiekt. Wielki, o średnicy około 400 metrów, jasny dysk. Na jego obrzeżach pojawiały się i znikały na przemian mniejsze światełka. Co ciekawe obiekt ten dawał się namierzyć na radarze. Z tego też powodu kierownik lotów postanowił przerwać loty - sygnał z radaru oraz zarejestrowany na kamerze obraz były usprawiedliwieniem jego decyzji - w przeciwnym przypadku taka decyzja (kosztowna dosyć) mogła się dla niego źle skończyć. Standardową procedurą w takich wypadkach (naruszenie przestrzeni powietrznej) jest wezwanie tzw. pary dyżurnej tzn. dwóch uzbrojonych w rakiety klasy powietrze-powietrze samolotów myśliwskich przygotowanych w każdej chwili do startu na którymś z pobliskich lotnisk. W tym dniu dyżur prowadził pułk lotnictwa myśliwskiego w Krzesinach koło Poznania. Po około 15 minutach pojawiły się nad poligonem dwa MIG-i 21 z Krzesin. Faktycznie stwierdziły obecność obiektu lecz miały problem z nawiązaniem jakiegokolwiek kontaktu radiowego (to chyba nie jest dziwne ale nawet w takich przypadkach trzeba podjąć taką próbę - tylko Rosjanie strzelają do wszystkiego co wisi w powietrzu - patrz. 1982 SU15 vs. Koreański samolot pasażerski) Podczas wykonywania przez MIG-i kręgu nad terenem poligonu obiekt zniknął - tak nagle jak się pojawił.
Jeżeli chodzi o procedury związane ze spotkaniem z NOLem to... nie ma takich procedur w ogóle... Wiadomo, że samoloty mają system określania obiektów swój - obcy, i w zależności od tego wskazania zapada decyzja... Obcy obiekt zmusza się najpierw do lądowania, jeżeli nie można tego zrobić - strzela się do niego... decyzję wydaje dowództwo... A co jak nie ma sygnału ani swój ani obcy. Spotykając taki obiekt to w zasadzie decyzja należy do pilota co zrobi. Dziwie się, że osoba która pisała o próbach rozmowy z Wyższym dowództwem lotnictwa, a chodzi mi tu o dziennikarza z Gazety Poznańskiej nie wspomniał o jedynym najważniejszym fakcie. Wszyscy w Nadarzycach wiedzą (nie wiadomo z jakiego źródła - prawdopodobnie od tutejszych cywilnych wojskowych), że z lotniska wojskowego w Mirosławcu w kilkanaście minut po lokalizacji obiektu - zjawiska z bazy wystartowały dwa w pełni uzbrojone SU-22. Najdziwniejsze jest to, że w momencie zbliżenia się do obiektu piloci samolotów zupełnie stracili kontakt z wieżą i pomiędzy sobą. Nie jestem pewny co do prawdziwości tych relacji, ale jedno jest pewne. Coś wisiało nad Nadarzycami. Było duże i faktycznie przypominało jakiś obiekt latający.
Lotów oczywiście już nie wznowiono. Kierownik lotów z nagraniem video udał się do śmigłowca i odleciał do Piły. W poniedziałek kasetę oglądało dowództwo pilskiego pułku i jak zapewne się domyślacie snuło najróżniejsze teorie na ten temat - od gazu bagiennego przez fatamorganę na NOL-ach skończywszy (sprawa była jednak poważna, gdyż przerwanie lotów trzeba było jakoś logicznie uzasadnić). W tym samym dniu, około 10-tej do pułku przyjechała jakaś komisja z W-wy i zabrała wszystkie materiały dotyczące tej sprawy. No i od tamtej pory nic się nie wyjaśniło.
Mimo, że od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu sprawa ta jest nadal aktualna i wciąż budzi kontrowersje. Istnieje trochę rozbieżności co do zeznań świadków, czy takich chyba nie bardzo istotnych szczegółów np. typ samolotu MIG czy SU-22 i miejsce skąd przybyły.
Całkiem niedawno postanowiłem odgrzebać tą sprawę. Próbowałem ustalić jak było naprawdę, co się tam właściwie stało ale nikt z wojskowych zbytnio nie kwapił się do rozwiania moich wątpliwości. Zostałem poinformowany iż oficjalnie sprawy w związku z UFO nad poligonem w Nadarzycach nie ma, nie ma raportów, nic itp. Każdy z WP kto wypowiada się na ten temat robi to indywidualnie i to tylko i wyłącznie jego własne zdanie... Udało mi się ustalić, że nadal istnieje wymieniona w wypowiedziach z forum kaseta z nagraniem całego incydentu! O dalszym rozwoju sprawy będę informował. 1
* * * * * * * * * *
Czas pokazał jak blisko rozwiązania był pan Michał, jednak nie wolno zapomnieć nam o jeszcze jednej publikacji, której dokonała pani redaktor G. Gołaszewska w Gazecie Poznańskiej z dziesiątego października 1994 roku. Ten materiał stał się wstępem do mojej audycji w ramach cyklu Strefa Zero:
(…) jeżeli będziemy kierować się tym kryterium wyjaśnimy każdą sprawę od początku do końca minimalizując margines błędu. Nadarzyce stanowią wyjątek w którym wszystkie te zasady są kompletnie nic nie warte, już sam ten fakt kompletnie zmienia kategorię postępowania i nikt ani nic nie jest wstanie temu zaprzeczyć.
O ile do zdarzeń z Emilcina podejść można jak do baśni ufologicznej, tak zdarzenie z Nadarzyc jest czymś zupełnie niespotykanym na skalę światową i nie ma w tym określeniu cienia przesady. Gdyby porównać tę historię z np. Roswell (nie ma żadnych podstaw ku temu, że mieliśmy do czynienia z czymś innym niż z tajnym projektem szpiegowskim armii amerykańskiej – Mogul) różniłyby się tylko jednym szczegółem – w Nadarzycach nie było wraku, było za to… wojsko.
Przy ustalaniu faktów popełniono tak wiele wręcz szkolnych błędów i nic w tym dziwnego, że ustalenie wszystkich faktów zajęło mi aż trzy lata i niezliczoną ilość godzin ślęczenia zarówno nad dokumentacją jak i materiałami wideo.
Wojsko ma swoje tajemnice, których musi strzec, bo taka jest jego natura – iście prorocze słowa wypowiedziane przez Jana Szymańskiego – biofizyka, którego niezwykłe prace nad ustalaniem dziwnych faktów z innych miejsc w Polsce wydają się mieć zastosowanie w Nadarzycach.
Sprawę pojawienia się niezidentyfikowanego, latającego obiektu z Nadarzyc dość szeroko komentowały niedoinformowane media, które kompletnie pomieszały wszystkie informacje w efekcie tworząc przeinaczony ciąg zdarzeń, który w efekcie po latach dorównywał merytoryką zdarzeniom emilcińskim, choć bez kontaktu bezpośredniego z załogą(?).
Może tym bardziej sporym zaskoczeniem dla wszystkich miłośników teorii spiskowych była wypowiedź jednego z bardziej doświadczonych polskich ufologów – Bronisława Rzepeckiego, który w artykule pt. Świecące kręgi na niebie jako pierwszy pokusił się o pierwszy komentarz polemizujący już nie tylko z relacjami medialnym ale również z samymi ufologami nadając nowy ton całej sprawie:
Jedna z wielu publikacji poświęconych zdarzeniu z Nadarzyc. Tytuł artykułu stał się przyczynkiem do nazwy portalu niezależnych – Bliskie Spotkania Niezależnych (BSN)
Pierwszym sygnałem był artykuł G. Gołaszewskiej p.t. UFO nad Nadarzycami, opublikowany w Gazecie Poznańskiej (1994.10.10.). Informował on, że 7 października nad Nadarzycami (woj.pilskie) tuż po godzinie 20. mieszkańcy wsi oraz żołnierze stacjonujący na pobliskim poligonie lotniczym (w sumie kilkadziesiąt osób) zauważyli UFO. Jak stwierdza autorka: z relacji świadków wynika, że obiekt ów miał około 100 metrów długości (średnicy), wisiał nad Ziemią na wysokości około 300 metrów, a rozmieszczenie świateł na jego obrysie wskazywało na kulisty, elipsoidalny kształt. Światła były białe, jedną wiązką skierowane w dół”. Pojawiały się one co 2 minuty na okres 30 sekund. Ukazujące się zjawisko było wąskie, potem nabierało obłych kształtów, rolowało, zatrzymywało się i znikało, gasło. Cały czas było w ruchu, światła kręciły się zawsze w lewo po okręgu, przesuwając się w górę i w dół oraz na boki. Obserwacja trwała do godziny 23'5, po czym zjawisko przemieściło się w kierunku wsi Machliny i zniknęło z pola widzenia.
Drugi artykuł w Gazecie Poznańskiej zamieszczony następnego dnia przyniósł wypowiedzi świadków.
- Obiekt przybierał różne kształty. Chwilami przypominał kwadrat ze świetlnymi kulami rozmieszczonymi na jego obwodzie, innym razem - trójkąt, potem stawał się elipsą. W środku widniała jeszcze jedna, większa od pozostałych kula, składająca się jakby z wielu punktów świetlnych". - to fragment relacji Wandy Połeć.
Jak TO stało w miejscu, to przypominało trójkąt, jak było w ruchu, stawało się kwadratem - stwierdził inny świadek.
Żołnierze stwierdzili natomiast, że kul było 12 o średnicy ok. 2 m, a w środku znajdowała się trzynasta, największa. Obiekt ustawiał się pod różnymi kątami w stosunku do ziemi, a kule tworzyły jak gdyby dwa niezależne, o różnej wielkości pierścienie. Zapewniali, że w tym czasie nie odbywały się żadne ćwiczenia, niebo było bezchmurne i nie było widać żadnych wiązek promieni łączących zjawisko z ziemią. Wykonali oni zdjęcia obiektu (nie były one jednak udane - na fotografiach nie widać nic oprócz ciemnego tła nieba), oraz nakręcili film kamerą video. Na taśmie filmowej światła są widoczne, lecz dotrzeć do filmu nie sposób, gdyż został on - jeśli to tak można określić – utajniony. Łukasz Madej - członek GBNOL, który próbował dotrzeć do niego, otrzymał od szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Pile następującą odpowiedź:
...materiał w postaci kaset i taśmy filmowej dotarł do sztabu 2 Dywizji w Pile, skąd został odesłany do Dowództwa Korpusu w Poznaniu.
Tam poddany został analizie przez licznych specjalistów. Z informacji jaką uzyskałem z Poznania, nie wynika, aby był to niezidentyfikowany obiekt latający. Jest to prawdopodobnie tylko efekt świetlny. Na potwierdzenie tej wersji istnieje fakt nie odnotowania przez środki obiektywnej kontroli (radar - przyp.B.R.) podobnego zjawiska, jak również nie potwierdzenie przez pilotów załóg dyżurnych wysłanych w tym czasie w powietrze. - Szef WSzW Piła - podpis nieczytelny.
No i sprawa byłaby wyjaśniona, gdyby nie dwa artykuły w Polsce Zbrojnej, codziennej gazecie Wojska Polskiego (nr.200 z 1994.10.13. i nr.218 z 1994.11.09.) S. Łukaszewski podaje w nich bowiem informacje, które przeczą wyjaśnieniom Szefa WSzW w Pile. Jako pierwsze obiekt zauważyły służby dyżurne komendy poligonu, które zameldowały o swojej obserwacji przełożonym. W tym czasie pułk lotniczy z Krzesin pod Poznaniem wykonywał loty nocne. Gdy dotarła wiadomość o niezidentyfikowanym obiekcie latającym nad Nadarzycami, wysłano dwa MIG-i 21. Samoloty zbliżyły się do UFO, ale... piloci mają zakaz mówienia o tym zdarzeniu. Tym niemniej S. Łukaszewski stwierdził, że:
...obiekt świecił dziwnymi odblaskami, zareagowały przyrządy w kabinach, silniki samolotów jakby traciły swoją moc.
Gdy MIG-i zbliżyły się do obiektu, ten gwałtownie poderwał się w górę i oddalił z dużą prędkością w kierunku północnym, piloci zaś zatoczyli krąg nad poligonem i wrócili na lotnisko do Krzesin.
Artykuł z nr 218 zawiera jeszcze jedną ważną informację, a jest nią wypowiedź majora Eugeniusza Mleczaka z Dowództwa Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej, który m.in. stwierdził: ...Ta ognista kula, to bliżej nie wyjaśnione zjawisko fizyczne, które pojawia się zazwyczaj jesienią. Lotnicy zawsze są o tym poinformowani. Rzeczywiście, pojawia się na radarach. Tak było i tym razem, dlatego nawet skierowano dwa MIG-i 21...
Zaraz, zaraz, a więc to było widziane na ekranach radarów i przez pilotów MIG-ów (wypowiedź mjr Mleczaka i artykuł z Polski Zbrojnej) czy też nie było (odpowiedź Szefa WSzW w Pile)? Kto tu kręci?... Może prawdziwa więc jest także informacja G. Gołaszewskiej, mówiąca, że gdy samoloty znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu, znikły z ekranów radarów? Narzuca się też pytanie, po co wysyłano dwa samoloty do pojawiającego się zazwyczaj jesienią zjawiska fizycznego, skoro było ono dobrze znane?
Zostawmy jednak przypadek z Nadarzyc, bo gdy wojsko położyło na nim rękę, to raczej już nic więcej o nim nie usłyszymy. Nie była to jedyna obserwacja tego wieczoru. G. Gołaszewska w jednym ze swych artykułów podała, że NOL widziano też w Jerzykowie i Kocanowie koło Poznania. Tropem tym poszli badacze GBNOL z Poznania: Monika Martini-Madej, Łukasz Madej i Wojciech Kurowiak. Poniżej prezentuję fragmenty ich raportu z przeprowadzonych rejestracji. Najpierw zdarzenie z Kocanowa.
Obiekt pojawił się w piątek (czyli 7 października - przyp.B.R.) około godziny 2145 mniej więcej na wysokości 50 metrów nad polem i około 150 metrów od gospodarstwa (gdy L.Okińczyc, świadek obserwacji przypadkowo wyszedł na podwórko, obiekt znajdował się już w opisanym miejscu). Składał się z kilkunastu kuł o średnicy ok. l m, świecących jasnym, jednolitym światłem, niepodobnym do koloru ognia ani światła elektrycznego - to było trochę jak światło Księżyca. Świeciły tylko obwody kuł – to wyglądało jak opony, w środku koła były czarne. Cały obiekt o kształcie przedstawionym w artykule (mowa tu o artykule G.Gołaszewskiej opublikowanym w Gazecie Poznańskiej- przyp.B.R.) mógł mierzyć około 50 m. w najszerszym miejscu. Światła nie były ze sobą połączone niczym widocznym (pomiędzy nimi wyraźnie widoczne były gwiazdy), jednak poruszały się jak układ sztywny, jakby były przyczepione do szkła.
Kształt ten nie zmieniał się przez cały czas trwania zjawiska, co sugeruje, że był to raczej jeden duży obiekt, a nie kilkanaście małych. Obiekt przez cały czas pozostawał w ruchu, przesuwając się ruchem wahadłowym w lewo i w prawo (patrząc od strony podwórka), na odległość około 150 do 200 m., zaś przelot w jedną stronę trwał około 5 sekund. Zbliżając się do końca toru obiekt nieco zwalniał i rozpoczynał ruch w przeciwnym kierunku. Przez cały czas trwania zjawiska ruch odbywał się dokładnie po tym samym torze. Kilka razy (3 do 5) na około 5 sekund pojawiał się i znikał drugi, identyczny obiekt, poruszający się po tym samym torze, jednak w przeciwnym kierunku (symetrycznie, jak lustrzane odbicie). Około godziny 23. światła zaczęły powoli blednąc, by po mniej więcej 30 minutach zgasnąć całkowicie. W czasie trwania zjawiska nie było słychać żadnych dźwięków, mimo panującej o tej porze ciszy. Świadek nie zaobserwował także działania żadnych nietypowych bodźców.
Niebo przez cały czas było bezchmurne, nie wiał wiatr. Zjawisko obserwowane było również przez żonę i dzieci L.Okińczyca, zgodnie potwierdzających jego relację. Wizja lokalna przeprowadzona w miejscu, nad którym według wskazań znajdował się obiekt, nie doprowadziła do odnalezienia żadnych śladów. Pytany o nie L.Okińczyc również przeczył ich istnieniu. UFO nad Nadarzycami według L. Okińczyca (Gazeta Poznańska, 1994)
Powyższa rejestracja została przeprowadzona 13 listopada 1994 r., a świadek swoją relacje przekazał dość niechętnie, gdyż po ukazaniu się publikacji prasowej z jego zdjęciem, stał się obiektem drwin ze strony sąsiadów. W drugim z przypadków sygnalizowanych przez G. Gołaszewską ustalono co następuje:
W piątek 1994.10.07. Jerzy Bulczyński (w obydwu przypadkach podaję dane personalne świadków, gdyż były one publikowane w Gazecie Poznańskiej- przyp.B.R.) wraz z żoną Zenoną, córką Małgorzatą, zięciem E.S. i wnukiem Piotrem przebywał w swoim domku letniskowym w położonym na trasie Poznań - Gniezno, Jerzykowie. Domek ten znajdował się około 400-500 m. od szosy po lewej stronie (jadąc z Poznania) w grupie kilkudziesięciu innych. Po przeciwnej stronie szosy, w odległości ponad 100 m od niej, położona jest niewielka, licząca kilka gospodarstw osada Biskupice.(...) Około godziny 22. Piotr przybiegł z okrzykiem: UFO lata! Cała rodzina nie wierząc w jego relacje wyszła jednak przed domek (którego drzwi otwierają się na południe), gdzie zastała już swojego sąsiada R.P. W odległości około 500-700 m. od obserwatorów, na południowym nieboskłonie, ponad budynkami Biskupic i nieco za nimi widoczne były dwa niezwykłe, identycznie wyglądające zjawiska. Każde z nich składało się z dużej, seledynowo świecącej kuli o średnicy około 150-200 m. wokół której krążyło w niewielkich, równych odstępach, z dużą szybkością ok. 100 mniejszych kuł o średnicy około 20 m, świecących nieco jaśniej, chociaż poszczególne z nich różniły się intensywnością. Pomiędzy dużymi kulami a ich pierścieniami występowała zielonkawa poświata. Każde z tych zjawisk - obiektów było relatywnie 6-8 razy większe od Księżyca. Ich widocznymi elementami były jedynie światła, które sprawiały wrażenie jakby były ze sobą powiązane za pomocą niewidocznej (być może z powodu ciemności) konstrukcji. Obserwatorzy określili barwę światła jako srebrną, wpadająca w kolor popielaty. Nie oświetlały one niczego na ziemi. Pierścienie miały kształt elipsy, o krótszej osi (długości ok. 300 m.) ustawionej prostopadle do linii obserwacji. Dłuższa oś mierząca około 500 m. (a wraz z nią cała płaszczyzna elipsy) była nachylona pod kątem ok. 30° do ziemi), w ten sposób, że położona wyżej część pierścienia znajdowała się bliżej obserwatorów, zaś umiejscowiona niżej - dalej od nich. W momencie gdy światła zbliżały się do najniższego odcinka toru w stronę linii horyzontu na około 15 sekund, część z nich była zasłaniana przez zabudowania Biskupic.
Obydwa obiekty tkwiły stosunkowo nisko nad ziemią, jakby dotykały chałup i były symetryczne. Pierścienie utworzone z mniejszych kuł obracały się w przeciwnych kierunkach. Obiekty powoli przesuwając się na południe, stopniowo oddalały się. Co pewien czas zbliżały się do siebie (jednak nie dotykając się) i ponownie rozchodziły na odległość około 100 m. Co 10-15 sekund oba obiekty znikały, aby pojawić się po kilku sekundach ponownie. (Jak stwierdzili świadkowie, znikały jakby oddalały się z niewyobrażalnie ogromną prędkością na południe, natomiast przy powtórnym pojawianiu się Jakby momentalnie wylatywały zza naszych pleców, z północy- przyp.B.R.) Świadkowie obserwowali obiekty przez około 30 minut, po czym wrócili do domku. Po 10-15 minutach Piotrek zakomunikował, że UFO oddaliło się i zniknęło.(...) Nie znaleziono żadnych śladów obecności obiektu w okolicy. Niebo podczas trwania obserwacji było prawie czyste, nie wiał wiatr. Świadkowie byli pewni, że obserwowane przez nich zjawisko nie było samolotem, helikopterem, zjawiskiem meteorologicznym, efektem odbicia na niebie świateł reflektorów czy wynikiem działania wojska. Nie potrafili znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia.
Podsumujmy te trzy zdarzenia. W Nadarzycach obiekt obserwowano od 20. do 23:25, w Kocanowie od 21:45 do 23:30, a w Biskupicach od 22. do 22:45, a więc w tym samym czasie. Ale rzut oka na mapę wskazuje, że nie mógł to być jeden i ten sam obiekt, ze względu na odległość dzielącą Nadarzyce i okolice Pobiedzisk, natomiast w Kocanowie i Biskupicach relacjonowano różne kształty obiektu. Ponadto w Nadarzycach obiekt oddalił się w kierunku północno-zachodnim, w Jerzykowie - na południe, a w Kocanowie tkwił w miejscu w kierunku południowo-zachodnim. Czyżbyśmy mieli więc do czynienia ze swoistym zlotem dyskotek?...
...Czy ze światłami reflektora cyrku? - zdałoby się dopowiedzieć, biorąc pod uwagę kolejne informacje, które otrzymałem od współpracownika GBNOL, Zbigniewa Pichlaka ze Szczecinka. Kręgi świetlne widoczne były bowiem również w godzinach 2105 - 23. w Jeleninie, Silnowie, Sitnie, Śmiadowie i wielu innych miejscowościach w okolicach Szczecinek - Borne - Czaplinek (wszystkie znajdują się około 15-20 km na północ od Nadarzyc).

Niestety przypadki te nie były rejestrowane, z tego też względu mogę jedynie powtórzyć za prasą i lokalnym szczecineckim radiem Reja, że w Jeleninie obserwowano dwa świecące talerze oddalające i przybliżające się, w Silnowie coś intensywnie świecące wisiało tuż nad restauracją, w Śmiadowie obserwowano karuzelowate pojazdy, ponadto psy wyły, a inne zwierzęta dość dziwnie zachowywały się.
Co z tym wszystkim ma wspólnego cyrk? Otóż w poniedziałek (czyli 10 października) do Szczecinka przyjechał cyrk Olimpia, który posiada reflektor laserowy, mówiąc najprościej, a we wtorek dyrektor cyrku wypowiedział się w lokalnej telewizji kablowej Gavex, że branie świateł reflektora za UFO wydarzyło się nie po raz pierwszy (Była to wypowiedź nawiązująca do szumu, który wytworzył się w lokalnych mass mediach po publikacji w prasie i radiu relacji z obserwacji). Jak ustalił Z. Pichlak w rozmowie z dyrektorem cyrku, w nocy z 7 na 8 października cyrk stacjonował w Jeleninie. Nie było wprawdzie żadnego występu, ale reflektor był używany. Czy może to być wyjaśnieniem dla obserwacji z okolic Szczecinka i Nadarzyc? (Przypadków z okolic Pobiedzisk nie biorę tu pod uwagę, że względu na zbyt dużą odległość). Być może, chociaż ci z Czytelników, którzy przynajmniej raz widzieli światła laserowe, albo znają zasady ich działania wiedzą, że widoczne są smugi idące od reflektora do świateł, ponadto potrzebne są chmury. A żadna z powyższych relacji ani o smugach ani o chmurach nic nie wspomina.
Dopóki wszystkie te przypadki nie zostaną dokładnie zarejestrowane. trudno wysuwać jakiekolwiek hipotezy, a przytoczyłem je, aby zaznaczyć, że świecące kręgi były raportowane nie tylko z terenu woj. jeleniogórskiego. Tym niemniej, skoro już jesteśmy przy tych zdarzeniach, podobnie jak w przypadku z Alwerni nasuwa się pytanie, czy obecność kręgów na niebie mogła być środkiem kamuflującym inne działania, czyli mającym odwrócić uwagę świadków od właściwego zdarzenia?
Pewna kobieta w Jeleninie widziała dwa trapezy nad stodołą, co zdaje się przeczyć innym relacjom. Czyżby zatem obserwowała ona inny obiekt? Bardzo możliwe... Zwróćmy jednak uwagę na dwa znamienne fakty: jeden z obserwatorów z Nadarzyc mówił o zmianie kształtu – trójkącie i kwadracie, natomiast obserwatorzy z Jerzykowa o gwałtownym ruchu w kierunku horyzontu i momentalnym wylatywaniu zza naszych pleców, z północy. Może to świadczyć o tym, że wszędzie widziano to samo zjawisko! bądź podobnie wyglądające i z pewnością nie mogły to być światła dyskoteki. Ponad to G. Gołaszewska w swym artykule stwierdziła, że UFO przelatywało nad jednym z żołnierzy w Nadarzycach na wysokości 200-300 m. Tak więc ani w jednym, ani w drugim przypadku nie mogły to być światła reflektora cyrkowego z Jelenina czy dyskoteki w Czaplinku. Z kolei S.Łukaszewski w Polsce Zbrojnej napisał, że UFO zbliżyło się do ziemi, ale czy ktoś z tego obiektu wyszedł, to już trudno powiedzieć. Przyznaję, że to zdanie szczególnie mnie zaskoczyło, gdyż nie przystaje do kontekstu omawianych wydarzeń, chociaż można domniemywać, że wzmianka o czyjeś obecności była żartem... A może autor artykułu chciał zaznaczyć, że coś wie, ale nie zamierza albo nie mógł o tym pisać wprost?!
Wszystkie te szczegóły sprawiają, że nad przyjęciem hipotezy świateł dyskoteki czy cyrku można się zastanawiać ale nic należy jej przyjmować ad hoc, przed zbadaniem wszystkich relacji i okoliczności jakie towarzyszyły tak licznym obserwacjom. 2
Spośród wszystkich badających tę sprawę cywilów, Rzepecki dokonał najtrafniejszej oceny dostępnych materiałów. Być może zmieniłaby się ona diametralnie, gdyby obejrzał pewien film.
„Paraufo” czyli list z zaświatów
W mojej wieloletniej analizie przypadku z Nadarzyc bardzo ważną rolę odegrał niezwykły list, który napisał do mnie jeden z najbliższych współpracowników lidera grupy „ParaUFO” – nieżyjącego już znakomitego ufologa i badacza pana Bogdana Grzywy.
Oto treść tego listu:
Od początku lat dziewięćdziesiątych zajmowałem się czynnie rejestrowaniem zjawiska Ufo z ramienia założonej przez, nieżyjącego już, łódzkiego ufologa Bogdana Grzywę organizacji „Para-UFO”. Filia tej organizacji znajdowała się w Częstochowie i tam właśnie rozpocząłem swoją przygodę z nieznanym. Wcześniej szukałem kontaktu z jakimś znanym ufologiem ponieważ od kilku lat nosiłem w sobie wydarzenie, którym chciałem się podzielić z kimś kompetentnym . W 1990 roku ukazał się pierwszy numer kwartalnika UFO a w nim adresy kilku ufologów .Traf chciał, że wybrałem nazwisko Bronisława Rzepeckiego. On zajął się moim przypadkiem a ja dzięki jego rekomendacji trafiłem do Para – UFO.
B. Rzepecki chciał stworzyć centralne archiwum, gdzie gromadzono by wszystkie udokumentowane przypadki. To był bardzo dobry pomysł . Umówiliśmy się więc, że wszystkie przeze mnie rejestrowane wydarzenia będę przesyłał jemu .Tak też się działo. W 1994 roku wybuchła sprawa Nadarzyc. Mam brata który mieszka w Wałczu, to dwadzieścia parę kilometrów od tego miejsca. Obydwoje jesteśmy silnie związani z lotnictwem sportowym i obydwoje interesujemy się zjawiskiem UFO. Brat obserwował słynny przelot z 20.08.1979 roku. Ja miałem rok później, sklasyfikowane jako CE I, spotkanie w powietrzu .
Mój przypadek opisany jest w książce B. Rzepeckiego pt. Bliskie spotkania z UFO w Polsce. Kiedy w mediach usłyszałem o Nadarzycach, skontaktowałem się z bratem żeby dowiedział się czegoś więcej, ponieważ zaczęła krążyć legenda o nakręconym przez wojsko filmie, który rzekomo utajniono. Przysłał mi kilka regionalnych gazet z których mniej więcej dowiedziałem się o co chodziło i sprawa na jakiś dłuższy czas ucichła. Pewnego dnia brat zadzwonił, że złapał bardzo dobry kontakt z wysokim oficerem WP, który z kolei zna dobrze dowódcę pułku w Nadarzycach i kogoś jeszcze wyżej . Poprosiłem brata, żeby w miarę możliwości wybadał czy można tą drogą dowiedzieć się czegoś więcej. Okazało się, że temat chwycił, a ze względu na pewien dług wdzięczności, otrzymaliśmy obietnicę rozejrzenia się w sprawie. Znów po dość długim okresie milczenia udało się w końcu dowiedzieć, że faktycznie istnieje zapis video samego zjawiska oraz śledztwa w tej sprawie jakie przeprowadzono w kilka dni po tym wydarzeniu. Specjalnie oddelegowani do wyjaśnienia incydentu pułkownicy rozmawiali z żołnierzami a także cywilami z Nadarzyc i ich okolicy. Cały ten materiał został zabrany do sztabu w Poznaniu i słuch o nim zaginął. Rozpoczęliśmy delikatne podchody czy jakiś sposób nie dało by się tego materiału wydobyć, żeby zajął miejsce w przeznaczonym do tego archiwum UFO, nie zaś w wojskowych sejfach.
Po bardzo długim okresie milczenia (minęły już cztery lata od tego zdarzenia) pewnego dnia do brata zadzwonił ów znajomy oficer, który oświadczył, że jeśli nie upublicznimy tego filmu i faktycznie trafi on do archiwum B .Rzepeckiego, jest szansa żeby go przekażą. Okazało się, że generał - pilot do którego trafił ten film sam kiedyś widział coś niezwykłego i trochę na temat UFO czytał.
Stąd też znał nazwisko Rzepeckiego i uznał, że można mu ten materiał powierzyć. W kilka dni po zapewnieniu, że film nie trafi do mediów, brat otrzymał telefon w którym poinformowano go, żeby stawił się następnego dnia na lotnisku w Pile, o określonej godzinie, co też uczynił. Po chwili oczekiwania wylądował samolot JAK 12 M, z którego wysiadł pilot i wręczył mu kasetę VHS. Brat jeszcze tego samego dnia wysłał ją do mnie a ja z kolei , po drodze robiąc kopię, do B. Rzepeckiego . Tak w skrócie wyglądała historia wydostania od wojska kasety. Czy było warto? Moim zdaniem tak, chociaż ustalone fakty z bardzo dużym prawdopodobieństwem na sprawcę tego zamieszania wskazują nietypowe światła cyrku Olimpia stacjonującego tegoż dnia w Czaplinku.
Co jest na kasecie? Otóż, jak to zwykle bywa sama rejestracja zjawiska okazała się niezwykle marna. Żołnierz który to kręcił był tak podniecony tym co się działo, że patrząc przez wizjer jednym okiem, a wiadomo, że w ciemności w ten sposób niewiele widać, drugim okiem próbował obserwować zjawisko, co spowodowało, że głównie kręcił obok .
Tylko przez moment widać obracające się punkty świetlne na tle całkowicie czarnego nieba .
Nie widać żadnych punktów odniesienia, dzięki którym można by w przybliżeniu ocenić parametry tych świateł. Tylko dzięki utrwalonym przy tej okazji rozmowom można wczuć się w panującą tam atmosferę. Generalnie to nagranie to fuszerka biorąc pod uwagę fakt , iż obserwacja trwała bardzo długo (od 20.05 do 23.25) Trudno mi to pojąć, tym bardziej, że po drodze można było sprawdzić i to skorygować. Nakręcono około 3 minuty, z czego tylko przez kilka sekund coś widać. Nie wydaje się , żeby zmanipulowano i wycięto cokolwiek. Wynika to później z rozmów w trakcie dochodzenia, które rozpoczęło się dnia 11 października 1994 roku wraz z przylotem (prawdopodobnie czterech) wysokiej rangi oficerów wojsk lotniczych. Przeprowadzili oni rozmowy z kilkunastoma świadkami na terenie poligonu i kilkoma cywilami ze wsi Nadarzyce. Nie będę opisywał szczegółowo wyglądu obiektu ponieważ jest on powszechnie znany i generalnie można powiedzieć, że wyglądał jak duży okrąg (ok. 150 m.) składający się z obiegających go raz w lewo raz w prawo dwunastu punktów świetlnych. Jego odległość od ziemi średnio oceniono na ok. 300 m. a odległości od poszczególnych obserwatorów wahały się od kilkuset metrów do około 2 km. W środku tego okręgu również znajdowało się światło, raz widziane jako jedno duże, raz jako kilkanaście oddzielnych, równomiernie rozmieszczonych świateł. Światła były mlecznobiałe. Nie był to jednolity materialny obiekt ponieważ widoczne przez niego były gwiazdy i chmury.
W późniejszej fazie obserwacji zauważono ponad obiektem drugi , który był prawdopodobnie jego odbiciem. Był słabiej widoczny.
Faktem jest wysłanie pary dyżurnej, której przelot zresztą słychać na nakręconym materiale, nie wiadomo jednak nic więcej na ten temat. Oficerowie pytali tylko przesłuchiwanych żołnierzy czy w momencie przelotu samolotów obiekt wciąż był widoczny. Odpowiedzieli, że był widoczny i nie spowodowało to żadnej reakcji z jego strony. Nie ma potwierdzenia, że samoloty zostały wysłane wskutek zarejestrowaniu czegoś na radarze czy też przyleciały na wezwanie zawiadomionego w międzyczasie dowódcy lotniska. Tego prawdopodobnie już się nie dowiemy choć to jedna z najistotniejszych informacji, która mogła by potwierdzić materialność zjawiska. Około godziny 22.15. jeden z żołnierzy wystrzelił w kierunku obiektu z rakietnicy ale również nie stwierdzono żadnej reakcji .
Przeprowadzono również badania promieniowania ale nie stwierdzono żadnych zmian.
Jeden z cywilnych świadków (moim zdaniem kluczowy) powiedział, że kiedy zobaczył te światła, natychmiast skontaktował się przez CB radio z kolegą w Czaplinku żeby powiedzieć co się dzieje. Kolega powiedział mu, że właśnie w Czaplinku jest cyrk, który wyświetla podobne do opisywanych efekty silnymi skierowanymi w niebo reflektorami. Informacja ta została potwierdzona kiedy jeden z prowadzących śledztwo oficerów zadzwonił na komisariat policji w Czaplinku. W dniu 11 października cyrku już nie było i nie ustalono dokąd wyjechał a szkoda bo należało go poszukać i na miejscu dokładnie sprawdzić działanie tych świateł. To kolejna zaniechana sprawa , która mogła być kluczem do wyjaśnienia tej zagadki.
Końcowe wnioski (przynajmniej na kasecie) są takie, że podejrzany o to jest cyrk ale na ostateczną wersję ustali się po dokładnym przeanalizowaniu całości zebranego materiału.
Nic więcej jednak później prawdopodobnie już w tym kierunku nie zrobiono co pozwoliło żeby to wydarzenie obrosło w legendę. Mówiło się o tym, że wysłane samoloty zaczęły tracić moc a przyrządy pokładowe wariowały. Ponoć samochody odmawiały posłuszeństwa (nie potwierdzone, świadkowie byli o to pytani). Tylko jeden z cywilnych świadków mówił że tego dnia leciała mu z nosa krew i że zabłądził , ale nie sposób potwierdzić, że miało to związek z obserwowanymi przez niego światłami. Kilkunastu innych świadków nie odczuwało nic niepokojącego. Słyszałem również, o istnieniu jeszcze jednego filmu ale nie wiadomo kto i gdzie go nakręcił. Na pewno nie był to nikt z terenu poligonu ani nikt z Nadarzyc.
Podsumowując to wszystko, nasuwają mi się wnioski, że wojsko nie ma specjalnej grupy badającej UFO a wysłana ekipa była raczej przypadkowym, naprędce skleconym zespołem .
Odnalezienie i przepytanie pracowników cyrku szybko dało by wiedzę o istnieniu niezwykle silnej ( w tych czasach stosowanej przez nielicznych ze względu na wysoką cenę) aparatury do efektów świetlnych tzw. Booster Lights o mocy kilku tysięcy watów wraz z systemem luster i obrotowych nakładek które z powodzeniem mogą opisane wyżej zjawisko spowodować.
Właściwie to tyle. Stojąc na stanowisku, że nie należy tworzyć bytów ponad potrzebę uważam, że najbardziej logiczne jest przyjęcie, iż powodem zamieszania w Nadarzycach były światła cyrku Olimpia. Można się z tym nie zgadzać i dalej szukać dowodów, że było to prawdziwe UFO. Nie sądzę jednak by takie dowody istniały. Pośrednim dowodem na poparcie mojej wersji są doniesienia z tego samego regionu trzy lata później w 1997 roku gdzie znów nietypowe światła wywołały kolejną falę doniesień.
Imię i nazwisko autora do wyłącznej wiedzy i wykorzystania przez Mariusza R. Fryckowskiego
Koniec części pierwszej / Przejdź do części II
___________________
Zobacz także:
► Skomentuj na INFRA FORUM (nie wymaga rejestracji)
► Katastrofa UFO w Gdynii
Wyłączność INFRA oraz BSN Materiał pochodzi z rękopisu książki pt. „UFO to tylko pretekst” Mariusza Fryckowskiego (książka w trakcie korekty wydawniczej, opatrzona będzie wstępem napisanym przez Roberta K. Leśniakiewicza).
Źródła:
1 Osesek M., Raz jeszcze o UFO nad Nadarzycami
2 Rzepecki B., Świecące kręgi na niebie, Wizje Peryferyjne
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




